GÓRY, TERMY I OSCYPKI – SZKOLNY RESET W ZAKOPANEM czyli 4 DNI POD TATRAMI I LEVEL WSPOMNIEŃ WBITY NA MAXA
Cztery dni w Zakopanem minęły szybciej niż kolejka po oscypka na Krupówkach! Nasza wycieczka rozpoczęła się bardzo ekologicznie i ekonomicznie — do stolicy polskich gór dotarliśmy pociągiem IC. Już sam przejazd był przygodą: jedni podziwiali widoki za oknem, inni walczyli o ostatnie wolne gniazdko do ładowarki telefonu, a jeszcze inni testowali wytrzymałość swoich karków podczas drzemki w pozycji „na współpasażera”.
Na miejscu przemieszczaliśmy się busami i autobusami podmiejskimi, dzięki czemu mogliśmy poczuć prawdziwy klimat Podhala i przekonać się, że kierowcy górskich busów mają refleks godny rajdowców Formuły 1.
Jednym z najważniejszych punktów naszej wyprawy była wycieczka nad Morskie Oko. Pogoda postanowiła jednak pokazać nam pełen pakiet możliwości atmosferycznych. Była mżawka, ulewa, deszcz ze śniegiem, grad, silny wiatr, a chwilami nawet słońce i niemal wakacyjny upał. Krótko mówiąc – kto nie miał deszczo-ochraniacza z kapturem, ten szybko żałował swoich życiowych decyzji. Góry po raz kolejny pokazały, że potrafią uczyć pokory skuteczniej niż większość szkolnych doświadczeń. Mimo zmiennej aury widoki wynagrodziły wszystko. Ośnieżone szczyty Tatr wyglądały tak pięknie, że trudno było uwierzyć, iż coś tak surowego może jednocześnie zachwycać i budzić tyle spokoju.
Na szlaku nie brakowało emocji — mijaliśmy sarny, kuny leśne, a także świeże ślady niedźwiedzi, które tylko podkręcały atmosferę. Tłumy turystów momentami przypominały żywy, kolorowy potok, ale dzięki temu mogliśmy lawirować między parasolkami i kijkami trekkingowymi jak w dobrze zaplanowanym torze przeszkód.
Naszym domem podczas pobytu był pensjonat prowadzony przez cudowną panią Zosię — prawdziwą góralską gaździnę o złotym sercu. Przyjęła nas jak własne dzieci, a karmiła tak, że niejeden uczestnik wycieczki zaczął podejrzewać, iż wróci do domu cięższy o kilka kilogramów. Śniadania znikały szybciej niż śnieg w maju, a obiado-kolcje smakowały jak u mamy — tylko porcji było jeszcze więcej.
Wieczorami nie brakowało atrakcji. Jednego dnia odbył się grill przy dźwiękach góralskiej muzyki. Były śpiewy, śmiechy i próby tańca, które w niektórych przypadkach przypominały raczej walkę z niewidzialnym niedźwiedziem niż układ choreograficzny. Były też rozgrywki piłkarskie a w czasie łapania oddechu i relaksu – podziwialiśmy z naszych balkonów piękny widok panoramy Tatr i górującym nad nimi Giewontem.
Ogromną frajdę sprawił nam także 4,5-godzinny pobyt w Termach w Bukowinie Tatrzańskiej. Po górskich wędrówkach gorąca woda działała jak balsam na zmęczone ciało. Niektórzy tak się rozluźnili, że wyjście z basenów wymagało już niemal negocjacji i lekkiej mobilizacji sił specjalnych.
W czasie wycieczki odwiedziliśmy wiele niezwykłych miejsc. Zachwycił nas drewniany kościółek na Jaszczurówce oraz kościół na Olczy z przepięknymi kolorowymi witrażami. Dotarliśmy także na Łysą Polanę po słowackiej stronie, gdzie poczuć prawdziwy klimat pogranicza. Nie mogło oczywiście zabraknąć spacerów po Krupówkach. Tam nasze podniebienia podbiły grillowane oscypki z żurawiną — lokalny przysmak, który zniknął szybciej niż kieszonkowe pierwszego dnia wycieczki. Był też czas na zakup pamiątek, więc do domów wróciły oscypki, pluszowe owce, magnesy i zapewne kilka kilogramów krówek zakopiańskich.
Ogromne wrażenie zrobił na nas również kompleks skoczni narciarskich — Wielka i Mała Krokiew. W pobliżu naszego pensjonatu znajdował się także Zespół Szkół Mistrzostwa Sportowego im. Stanisława Marusarza. Mogliśmy obserwować treningi młodych sportowców – naszych rówieśników, którzy mimo deszczu i silnego wiatru ćwiczyli na dworze z ogromną determinacją. To była prawdziwa lekcja wytrwałości i sportowego ducha. Spacerując Krupówkami dotarliśmy aż na Gubałówkę, gdzie podziwialiśmy panoramę Tatr i robiliśmy zdjęcia, które później zajęły większość pamięci w telefonach. Odwiedziliśmy także Kuźnice — miejsce pełne historii, wyjątkowego klimatu i górskiego uroku. Nic dziwnego, że jest to obowiązkowy punkt każdej wycieczki do Zakopanego.
Cała wyprawa była doskonale zorganizowana przez panią Renatę Marciniak-Kolendę, która wraz z panią Jolantą Matuszewską i panem Filipem Gwoździem opiekowała się naszą wyjątkowo wesołą i momentami bardzo energiczną grupą. Pani Renata pełniła również rolę przewodnika po Zakopanem, natomiast na górskich szlakach naszym przewodnikiem był pan Tadeusz Gąsienica — przewodnik TOPR, dzięki któremu mogliśmy jeszcze lepiej poznać piękno i tajemnice Tatr.
Wycieczka do Zakopanego pozostanie w naszej pamięci na długo. Były góry, śmiech, przygody, zmienna pogoda, oscypki, termy i mnóstwo wspólnych wspomnień. Jedno jest pewne — Tatry mają w sobie magię, do której będziemy wracać!
RKM
