Kciuki, koła i Gołuchów!
9 czerwca 2026 r. uczniowie klas VI i VIII postanowili sprawdzić, czy nogi są w stanie wytrzymać więcej niż szkolne krzesła. Efekt? Rowerowa wyprawa do Gołuchowa i 25 kilometrów „w siodle”.
W wycieczce udział wzięli najwięksi szkolni podróżnicy – ludzie, którzy na hasło „jedziemy” nie pytają dokąd, tylko czy trzeba pompować koła. Tempo było takie, że niektórym wiatr poprawiał fryzury, a innym skutecznie odbierał resztki energii.
Po dotarciu do Gołuchowa zdobyliśmy zamek. Nie siłą, lecz wiedzą. Poznaliśmy historię tego niezwykłego miejsca i jego właścicielki, Izabeli Czartoryskiej, która zamieniła zwykłą rezydencję w prawdziwą perełkę Wielkopolski. W arboretum (które na zlecenie Izabeli Czartoryskiej-Działyńskiej i jej męża Jana Działyńskiego stworzył wybitny ogrodnik Adama Kubaszewskiego – stworzenie tego botanicznego fenomenu zajęło mu 50), odwiedziliśmy Mauzoleum Izabeli Czartoryskiej. Była chwila zadumy, choć część grupy zaabsorbowana była tym, ile kilometrów zostało do jadłodajni pierwszej pomocy. Spacerując po parku, podziwialiśmy drzewa sprowadzone do Gołuchowa z różnych stron świata. Wiele z nich była starsza niż wszyscy uczestnicy wycieczki razem wzięci.
Nie zabrakło również momentów dramatycznych. W pewnym momencie rower Nadii postanowił zakończyć współpracę z właścicielką i zafundował jej awarię w postaci – przebitego koła. Na miejscu natychmiast pojawiła się ekipa ratunkowa w składzie: Franciszek, Paweł i Dominik. Chłopcy z zaangażowaniem godnym mechaników Formuły 1 podjęli desperacką próbę uratowania sytuacji. Było analizowanie problemu, narady techniczne i działania terenowe. Ostatecznie kryzys został opanowany, a cała akcja pokazała, że na naszej wycieczce nie brakuje ani odwagi, ani koleżeńskiej pomocy.
Przez cały dzień działała jeszcze jedna akcja specjalna – „Kciuki dla Pani Dyrektor”. Każdy kilometr, każdy obrót kół i każda kropla potu były symbolicznym wsparciem dla mgr Gabrieli Wejman, która tego dnia walczyła w konkursie na stanowisko dyrektora szkoły. Według niepotwierdzonych źródeł siła naszego dopingu była tak duża, że mogłaby zasilić elektrownię, a przynajmniej kilka rowerowych lampek.
Nad bezpieczeństwem uczestników oraz sprawnym przebiegiem wyprawy czuwali niezawodni opiekunowie: Renata Marciniak-Kolenda, Jolanta Matuszewska oraz Filip Gwóźdź. Dzięki nim wszyscy dotarli do celu, wrócili do domu i – co najważniejsze – nadal mają ochotę na kolejne przygody. Zmęczeni? Tak. Zadowoleni? Jeszcze bardziej. Już niebawem zapraszamy na kolejną wyprawę.
RKM
